czwartek, 8 maja 2014

Znowu.

Znowu niepisanie przez dłuższy czas. Sennik robi swoje, choć w nim już też nie chce mi się pisać. Słomiany zapał? Może.
Trzeba w życiu walczyć. Nie poddawać się, tylko walczyć. Do końca. O to, co sobie wymarzyliśmy.

"Życie nie tylko po to jest, by brać."

wtorek, 18 lutego 2014

Czuć wiosnę.

Piękny dzień, piękna pogoda, wspanialy czas, by zmienić coś w swoim zyciu XDD.

Do 13.30 lekcje. Czy może być piekniej? Tak, jesli ostatnie 3 lekcje to kolko z chemii z p. Ewą, na którym było luźno.

Hahaha, ma być konkurs piosenki angielskiej o miłości. Bedzie smiesznie, nasza klasa <3

Bo tak:
Awiżeń-musiałby z Asią a ona nie zaspiewa
Pepe-nie śpiewa
Tomek-hmm....
Seba-ekhem...;p
Petuch-...
Marcin-...
Krzychu-...
Filip-jakby chciał to by umiał
Adam-mówiłam już
Paweł-chyba o kogucie
Daro-chyba tańczyć

Haha, uwielbiam autora tego tekstu XDD.
Zuzia nie zaspiewa, bo prowadzi ten konkurs. A nikt inny też nie. So suabo troszkę.

Jutro wolne, dzień przed olimpiadą, jej.
Czwartek - chemia.

Przemek przychodzi jutro :).

'Because I'm happy'

piątek, 14 lutego 2014

Walentynki

MAM WSPANIAŁEGO CHŁOPAKA. TAK MEGA ŚWIETNEGO, ŻE BARDZIEJ NIE MOŻNA. NIE BĘDĘ TU SIĘ UZEWNĘTRZNIAĆ Z DZISIEJSZEGO POPOŁUDNIA, ALE WIEDZCIE, ŻE <33333. NO :3
Taki dobry humor :3.

Przemkowe love <3.

"Kocham Cię."

czwartek, 13 lutego 2014

Szczęście.

Przemek wrócił. Może nie w takiej kondycji, w jakiej go żegnałam, ale... ważne, że żyje. I naprawdę się cieszę, że znowu jest niedaleko, pełen miłości, usmiechu i wszystkiego, co najlepsze.

Dziś trochę niepójście do szkoły, bo wycieczka z bratem do lekarza.

Awiżeń ma dziś olimpiadę. Danielkowi i reszcie też kibicuję. Powodzenia :3. "Przyznam nieskromnie ze jestem najprzystojniejszym mamematykiem w miescie" Hahahah XD

Po południu bierzmo. Trzeba wybrać sobie imię... Agnieszka, Anna, Anastazja, Joanna, Łucja czy Maria?
Mam jeszcze 4 godziny na pomyslenie.

Jutro ostatni dzień testów. Myślałam, że będą trudniejsze.. Angol, gdzie wszystko pasuje wszędzie.

"I want to take your hand"

niedziela, 9 lutego 2014

Czwarteczek, piąteczek, koniec ferii.

Czwarteczek basen. Aeorobik wodny starszych pań i potem te okrągłe panie paradujące nago po szatni... Wow, uszanowanko, byłaś na głębokości 2m. Nie mów, że nie umiesz plywać! Nie dałabyś rady. Ale miałam makaron i w pasie. Aaaa, musisz mnie kiedys tam zabrac.
Przepłynęłam długość motylkiem i w sumie zmęczenie.
Ochota na białą czekoladę i Kubusia. :3
Obgadywanie dziewczyn w Mulitkinie.

Piąteczek od rana całkiem okej. Chodzenie po chleb do sklepu, kółko z chemii (pani B. przeszła samą siebie), a potem biegiem na trening.
Trening... Tak. Monika bramkarka came back. Na treningu tylko 8 dziewczyn poza mną. Nigdy nie widzialam tak beznadziejnej frekwencji. Trenerzy się ucieszyli na mój widok i powiedzieli, że mogę wrócić. Nie było tak strasznie, jak myślałam. Ale karne, które kiedyś uwielbiałam bronić, były.. nie do pokonania. Moze dlatego, że już nie widziałam oczu rzucającej, bo jestem za ślepa, może dlatego, że nie broniłam od przeszło roku, może też dlatego, ze laski się wyćwiczyły. W sumie...to pewnie wszystko naraz.
I usłyszałam, że schudłam :3. Hahah, dzięki, ale nie. No, i dostałam w twarz. Tak idealnie. Od Natalii. Taki fajny początek XD.
Potem do Maca z Kordianem. My takie fejmo-gimbo-limby, nie? Gandalf XD. Tak dużo niezdrowego jedzenia :c.
Po Macu do Kordiana. Obejrzeliśmy bardzo fajny film, który trochę zmienil moje nastawienie do wszystkiego. Zostało nam jakieś 7 minut,ktorych nie obejrzeliśmy, bo jechaliśmy na Kordianowy trening.
Pierwsza godzina treningu - nuuuuda. Druga - *_*. Cudo, też tak chcę. Też moglabym tak tańczyć, gdybym kiedyś podjęła inną decyzję. Wtedy wszystko byłoby inaczej. Kamienie milowe naszego życia wcale nie muszą być konkretnie sprecyzowane.

Sobota... hm, odprowadzenie Tancerzyka (nie bij!) na trening, szukanie inspiracji w sklepach. Znalezienie połowy. Potem genialna Monika chciała iść na skróty przez budowę. Skutkowało to tym, że nie widziała czubków swoich butów ze względu na tonę błota na nich.
Zajechanie z tatą do sklepu meblowego i wybieranie różnych rzeczy. Łóżko, które po odciągnięciu jednej części robi się wygodnym fotelem! Lajk, lajk, lajk.
Na razie znam tylko kolor ścian, jaki chcę miec. Nie mam koncepcji. Nie chcę białych mebli, ale do fioletów takie są...
Taaato, pojedźmy do Maca, skoro masz kupony. Dobra, jedzmy lody zimą.

Niedziela - dziś.
Rano pobudka i wyjście na bisa. Zaczął padać deszcz, więc schroniliśmy się w Macu, gdzie zżarlismy kolejne miliony kalorii. Ojoj...
Kościół i mała słodka dziewczynka <333.
Genialne pomyłki chórku, taaaak jest!

Tymczasem kończe, trzeba pomęczyć książkę i coś porobić.
Nie zrobiłam prawie nic przez te ferie.
Miałam tak dużo planów...wyszło kompletnie inaczej. Ale nie żałuję, w sumie.

Wtorek, środa, piątek testy próbne, jeeej -.-.

Słucham, o czym rozmawia tata z babcią... Przyjeżdżają na weekend?!

"We can't be friends."

środa, 5 lutego 2014

Pokonać złego pogromcę.

Mam dziś nie za dobry humor. Czy to przez to, że znowu nie poszłam na basen, bo zostałam wystawiona, czy przez czytanie dołującego tumblra, czy wreszcie przez to, że podjadłam dwa wafelki. Nie wiem. Byłam na tyle zła i pełna niedobrych emocji, że poszłam biegać. Słuchawki w uszy i samotnie do przodu. Samotnie, bo jak inaczej, skoro ktoś chce się z Tobą umówić, Ty mówisz, że przepraszam, ale jesteś już umówiony z kimś innym, a ten inny ktoś nagle Ci mówi, że nie, nie może. I nie będzie mógł do końca ferii. Trochę dołujące, zwłaszcza, że chcesz się spotkać z tym kimś od początku ferii.
Zawsze tak wychodzi. Poczytajcie archiwum, tam też, gdy nakręcałam się i cieszyłam się na spotkanie, jakiś wypad, wszystko szlag trafiał. Ile razy już powtarzałam sobie, że nie będę nic planować, bo tylko się na tym przejeżdżam? No, ile? I czym to się skończyło? Kolejnymi zawodami, głupią nadzieją, że ten raz będzie inny, że wreszcie Twoja nadzieja będzie wprost proporcjonalna do radości, jaką będziesz czerpał ze spotkania.
Może to i lepiej? Dostawać od życia nauczki, gdy już powoli wychodzi się na prostą? Gdy zaczyna się uśmiechać do lustra? Może to taki sposób, by ciągle walczyć? Ale ja już nie mam siły. Mówią "słaba, są gorsze problemy", a ja Wam powiem, że nie ma gorszych problemów od ciągle zawodzonej nadziei i marzeń. To podcina skrzydła. Nieodwracalnie, kawałek po kawałeczku. Człowiek traci zapał do robienia czegokolwiek. Staje się mrukliwy i rozdrażniony. Pesymistyczne myśli wkradają się cichcem do głowy i uparcie nie chcą wyjść, pomimo podejmowanej z nimi walki. Już z góry skazanej na porażkę, bo bez silnej woli nie zrobimy w życiu nic. Nie załatwimy pracy, nie nauczymy się na sprawdzian, nie kupimy chleba.
I tak brniemy w to, w ten smutny świat, gdzie uśmiech człowieka na ulicy jest czymś niespotykanym, gdzie miłe słowo można usłyszeć jedynie za pieniądze.
A jutro... Co będzie jutro? Wstanę, może zobaczę się z kimś na godzinę, bo więcej czasu dla mnie nie znajdzie, a gdy będzie już daleko, ja będę układać w głowie scenariusze naszych spotkań, do których i tak nigdy nie dojdzie. Najlepiej jest nie myśleć, by później się nie rozczarować. Rozumiem wypadanie nagłych przypadków raz na chociażby dziesięć spotkań, ale żeby nagle każdy coś? W to raczej wątpię. Po prostu kolejny zawód.
Może nie potrafię wczuć się w sytuację tej drugiej osoby, przyznaję. Staram się, próbuję rozwikłać te labirynty cudzych myśli i wypadków, ale to nie pomaga, gubię się jeszcze bardziej. Nie jestem empatyczna? Być może, ale staram się być przy ludziach, kiedy tego potrzebują. Powiedzieć, czego oczekują lub co będzie dla nich bardziej właściwe. Nie zawsze wychodzi, ale próbuję. Znajduję trzy godziny, by pojechać na drugi koniec miasta i posluchać opowieści przyjaciółki, która nie wie, co robić, choć mogłabym w tym czasie robić coś dla siebie. Potrafię odmówić sobie kilku godzin snu, by porozmawiać na temat cudzych problemów. Staram się mówić, co czuję, by żyło się lepiej, uśmiechać się, nie poddawać, być wyrozumiałą... Może zbyt mało próbuję, ale... są rzeczy ważne i ważniejsze.
Od rana uśmiech na twarz i tuszowanie złych myśli. Wszystko będzie dobrze, nie, nic mi nie jest, nie przejmuj się, nie, nie jestem obrażona. To po prostu boli. Ta świadomość, że osoby bardzo Ci bliskie tak łatwo się ulatniają, a te prawie obce potrafią wywołać uśmiech na Twojej twarzy.
Nie mam żalu, nie jestem zła. Próbuję to zrozumieć. Gorycz gdzieś w środku nie pomaga.

"[...]już zaczynasz łapać podstawową zasadę życiową: zasadę ograniczonego zaufania. Uczącą, że otaczający świat nieustannie na ciebie dybie, nigdy nie przepuści okazji, by wyrządzić ci zniewagę, przykrość lub krzywdę."
Dajcie mi spokój, nie usuwam bloga -.-