sobota, 30 marca 2013

Pomoce świąteczne

Dziś już trochę lepiej z samopoczuciem.
Do kościoła ze święconką, potem szukać upominku elbląsko-polskiego dla Niemki. Zjechaliśmy cały Elbląg praktycznie. Plus Rossmann, Lee, Diverse, jakieś dzikie sklepy ze wszystkim, sportowe. No, pojechać po coś z tatą.
Nie czuję tych świąt. A śniegu coraz więcej. Pomogłam z własnej woli w nadziei, że to przybliży mi klimat swiąt, ale coś nie bardzo.
Obrałam pieczarki, pokroiłam je w ładną kosteczkę, umyłam podłogi, zmyłam naczynia, powycierałam i powkładałam wszystkie naczynia, sztućce, miski itp., pomogłam w robieniu ciasta, odkurzyłam kuchnię, nie zjadłam obiadu.. i nic. Bez sensu :c.
O, i narysowałam sobie dwa zwierzątka z mojej książki do rysowania. Shashasha. I tak mi nie wyszły nogi-łapy-płetwy, cokolwiek to jest :c.
I poćwiczyłam. Jakie słabe ręce.

W sumie po wzmiance o obiedzie zrobiłam się głodna. Zjem sobie pomarańczę :3.

Chcę lato.
"Wake me up in July."

piątek, 29 marca 2013

Śnieg

Pełno śniegu wszędzie, a jutro ze święconką. Chyba, bo jak na razie, mam 37,5 stopnia gorączki.
Nic już dziś nie jem, wiecznie mi gorąco i chce mi się pić.

Nauczyłam się prawie "Reduty", szukamy czegoś, co jeszcze możemy zaliczyc przed wymianą.

Ktoś na skejpa?

Izu, opowiedz mi. Ty już wiesz, o czym.

"People died."

czwartek, 28 marca 2013

.

Tak więc cel osiągnięty, było 10 km na rolkach. Inka leń, tylko 6 km. Mówiłam, że nie dasz rady. :c I nie chciałaś kiełbasy :/.
Po tylu spalonych kaloriach na lody. Tak, bilans i tak pewnie wyszedł plusowo dla kalorii.

Chorzy wszyscy, czuję, że też zaczynam to łapać.

Oparzyłam sobie palca i mnie boli :c. Głupia patelnia. Ale chociaż naleśniki placki dobre wyszły :3. I jajecznica ze śmietanką na śniadanie. Ja kucharz, haha.

Potem do kościoła. Wreszcie przydały się piosenki z koncertu. "Pan jest mocą" i "Kto nie miłuje". Boli mnie teraz gardło :/. Ksiądz Ryszard jak walnął kazanie, to ,jak zwykle, na dwadzieścia minut. I usłyszałam, jak lektor śpiewał :o. Jak ładnie.

Uczymy się "Reduty Ordona".

"I'm gonna climb on top your ivory tower
 I'll hold your hand and then we'll jump right out"

środa, 27 marca 2013

Zimowe ognisko

Śmierdzę dymem.

Właściwie, miałam opowiedzieć o śnie. Pamiętałam go bardzo dobrze, ale potem przyśnił się drugi i ten pierwszy trochę zblakł. Było przedstawienie. Szłam razem z Adamem jako jakieś białe postacie, do trzęsącego się tłumu aktorów. Potem występowała Martynka i Przemek.
Budzę się rano, ogarniam. Nawet jem!
Msza zwyczajna, poza długim klękaniem, winem i Komunią i Frycem, który miał przeczytać modlitwę o powołanie, ale ojciec mu się wciął i nie mogł xD.
Angielski łączony w LO - oglądanie filmów wielkanocnych. Zachowanie niektórych ludzi mnie przeraża. Naprawdę.
Niemiecki. Jako, że moja kochana grupa nie uczy się czytania w domu, to mamy na za tydzień pytanie z czytania i słówka. W sumie nie narzekam, bo to umiem.
Na polskim robienie gazetki. Myślałam, ze mnie coś strzeli. Grupa - Asia, Petuch, Daro, dwa Adamy i Tomek. Asia i Petuch jedyni w miarę ogarnięci. Daro wymyślał kawały o wsadzaniu sobie czołgów w dupy, Adam z Adamem rysowali jakieś potwory na kartce, Tomek próbował coś robić, ale tak nie za bardzo to wychodziło. W końcu im powiedziałam, że mi nie zależy na tej ocenie, bo i tak to nic w moim wypadku nie zmieni, ale u nich może mieć znaczenie i ciut się poprawiło. Tomaszu z Petuchem zrobili wywiad, Adam A. napisał newsa o topiących się krowach i nekrolog, drugi Adam też coś napisał, nie wiem, co, Daro zrobił stopkę redaktorską i jakiś żart.
Po polskich przedstawienie o miłości, pół pantonima.
Dobra Maryśka, pokazująca zdjęcie, którego nie było.
I Martynka K., która dobrze zagrała swoją rolę.
I Przemek, który wbił między Zuzię i Gawlika i rozśmieszył wszystkich. Aktorem to Ty nie będziesz, ale za to w cyrku znajdą dla Ciebie miejsce :D.
Podobało mi się. Nie tylko dlatego, że występował tam Przemek, ale.. treść była piękna. Jeśli się to odnosiło do swojego życia.

Po szkole do domu. Przyszedł Przemek i zjadł obiad, bo mój tata mu kazał. :D Po posiłku ruszyliśmy do Bażantarnii błotnistymi ścieżkami. Całkiem.. błotno.
Po dłuuugim szukaniu miejsca na ognisko, zostało znalezione. Kolejne godzinne poszukiwanie drewna i piękna gleba Przemka na błotnistej górce.
W ogóle, pochwalę się nim, że jest zaradny i że ja sama w życiu bym nie zrobiła takiego namiotowego miniogniska, które potem zrobiło się wielkie. I ogarnęłam krzesiwo :D.
Sierota chciała rozwalić wielkie drzewo i rozcięła sobie dwie ręce, a potem musiałam ją opatrywać. Nie tyle co musiałam, ale chciałam.
Smażenie pianek, które robiły się krówkowo-cukrowowatowo-gumowe.
I okrywanie się kocem termoaktywnym albo jakimś innym termo. Takim złoto-srebrnym. Już nie powiem, że ktoś mnie okrył złą stroną... Ale i tak był kochany ;).
Wracając, wpadłam w błoto tak głęboko. Tylko dlatego, że ktoś mnie puścił! A potem jeszcze, gdy biegliśmy, ochlapał po uda. Ale co tam :D.
Ciepła herbatka i "Jeden z dziesięciu" u mnie.
-Byli braćmi.
-Ja byłem/am pierwszy/a!
Nasze zgranie <3.

Ciekawy dzień.
Dziękuję sobie Przemkowi za niego. Powodzenia :>.

"Zakochanie jest łatwe, a bycie w związku jest wyzwaniem."

sobota, 23 marca 2013

Warszawa

No tak sobie wróciłam z konkursu z Wawy. Opowiem Wam, a jak.
6.30 zbiórka na dworcu PKS. No okej. Pedo zaspała i nie pojechała. Fajny kierowca, przyjemne piosenki, ale trochę za gorąco. Dojechaliśmy na Pola Mokotowskie, czy coś. Tam do metra. Nieogarnięcie z biletami, to genialna ja podeszłam do jakiejś pani i się spytałam. Jak nie zaczęła liczyć, ile to stacji, ile to minut, jakie możemy bilety kupić i gdzie :o. Kasownik biletowy się na nas uwziął i nie chciał skasować biletów. Potem szukanie kiosku z autobusowymi tikecikami. Wypatrzyłam, o. Przy wychodzeniu z metra taka sobie ja chciałam włożyć bilet do bramki i bym pchała w tę dziurkę nie wiem jak długo, gdyby Marcin nie ogarnął, że po prostu się przez nie przechodzi bez niczego. Tiaaa. Uciekł nam autobus i musieliśmy czekać 15 minut, co skutkowałoby przybyciem za późno. (konkurs miał rozpocząć się o 12.00, zapisy do 11.50, autobus o 11.49), więc pani zadzwoniła tam do kogoś i kierowca miał nas odebrać spod więzienia. To idziemy przed wejście do paki. Drzwi się otworzyły, a Marcin się przestraszył xD. Pani śledziła ojca, który wyszedł z tej bramy, ale coś jej nie poszło. O godzinie 11.50 minął nas autobus, którym mieliśmy jechać. Czekaliśmy na mrozie do 12.03 kiedy wreszcie pojawiła się terenowa honda. Siedziałam w siedzonku dla małych dzieci, nawet nie na podwyższeniu, tylko w foteliku z tymi plecami i w ogóle. Dwa razy, na wybojach, walnęłam głową w sufit. Biegiem pisać testy, ale najpierw jeszcze jakaś gimnazjalistka źle mnie poprowadziła.. Chyba źle napisałam nazwę szkoły. Trudno się skupić, kiedy cała klasa pełna ludzi czeka tylko na Ciebie. Dziki test, gdzie mogło nie być żadnej odpowiedzi, a mogło być kilka. Zawaliłam po całości.
I oblałam sobie trochę spodnie zupą czy gulaszem, czy co to tam podali na obiad. Liczenie kalorii na etykietkach od Tymbarka, z czego wywiązała się gadka o mojej potrzebie schudnięcia.
Zgubilismy się w szkole i nie mogliśmy z niej wyjść, dopóki nie zaczepiłam dwóch chłopaków (jeden nazywał się Bartek i był całkiem .. fajny), którzy wskazali nam drogę do szatni. Na chwilę do kapliczki, ładna.
Autobus 167 (?), 23 przystanki i 40 minut. Ledwo zdążyliśmy. A to nawet nie była połowa trasy.. Umrę w tej stolicy. W autobusie powrotnym chłodniej, ale bez muzyki. Spanie. W Ostródzie wsiedli chłopacy z Olimpii i już nie było tak fajnie. Całkiem pożyteczna rozmowa z Marcinem. Zadawanie głupich pytań, jednak ja. Latający beret i moja nieuprzejmość. :c

A tak poza tym, nie miałam kiedy napisać notki i dlatego dopiero po tygodniu dodaję nowy wpis. Praszam. Wydarzyło się dość dużo, ale.. już nieważne.

Trzeba się będzie ogarnąć. Pracowite 3 tygodnie. Muszę załatwić kilkanaście spraw. Święta, wymiana, cały kwietniowy kalendarz. No i wypada zacząć chodzić na kółka z angielskiego. I poprawić oceny. Ciekawe w sumie jak.

Za gorąco mi, boli mnie głowa i jestem niewyspana. Poza tym, jutro zaczynam pozytywne patrzenie na świat.

Walka z samą sobą. Odwieczne przekonania przeciw chwili. Czas płynie szybiej, świat się zmienia, giną tradycje i wierzenia.

Nie potrafię inaczej, przepraszam.


"Co tak cenne jest?
Że ta nienazwana myśl
 Rysą jest na szkle..."

sobota, 16 marca 2013

Odnawiamy kontakty.

Uwielbiam czwartkową noc. Takie trochę gadanie z Inką na asku (i tak mnie kochasz), Ondziem, Lansem i Nejdrosiem. I Przemkiem, który strasznie zamulał :c. Brakowało mi tylko Lenki.
Ondziu (Przemko) jest sobie w kadrze wojewódzkiej, mówiłam? Mówiłam :D. I ma treningi, i basen, i schudł, i też tak chcę.
Lansiu jest nadal zboczuchem, ale my się ubóstwiamy i jest dobrze.

Piąteczek zaczęty beznadziejnie i także tak skończony. Poza epizodem z oglądaniem "Pamiętników" <3.

Dziś na 13 na Warszawską do Biedronki na zbiórkę żywności. Tak, wkręcanie mnie w rozdawanie ulotek. W sumie, było nawet fajnie. Pozdrawiam Daniela, który mówił, że nie trzeba zapisywać otrzymywanych produktów. -.-
Potem do Agatki. Po drodze chciałam sobie kupić książkę, no ale, oczywiście, księgarnia musiała być zamknięta chwilę przed moim przyjściem.
U Aci trochę projektu, oglądanie jej zdjęć z Kubą, co trochę zabolało.
Czekanie na mrozie na tatę.
Zły wybór jogurtu.

Na Wyspie Spichrzów jest sobie Noc Lampionów, a ja co? Zamiast być tam i puszczać lampiony, trzymając kogoś za rękę, siedzę w domu i wściekam się na cały świat. I dobrze. Mam powoli dość. Jeżeli sprawię, że wszystko przestanie mnie obchodzić, skończę wreszcie z marudzeniem i narzekaniem.
Będę sobie jak Elena, której wyłączyli emocje. Z góry przepraszam. Może kiedyś się włączę. Jeżeli będę miała powód.

"I don't care, I love it."

czwartek, 14 marca 2013

SKSy.

No hej. Miałam napisać wczoraj, ale tak trochę nie było kiedy.
Przemku, nie zaśpiewałam, ale chapaj : Jak nadal twierdzisz, że tego nie znasz, to masz w łeb <3.

Tak sobie środa z trudną kartkówką z fizyki na koniec dnia.
-Samochód o m=60kg rozpędził się do (nie pamiętam)V w ciągu 20sek. Ile wynosiła jego Ek po 20 sek. ruchu?
-Może pani powtórzyć?
-Samochód o masie 600kg..
-600kg? Mówiła pani 60kg..
-Nie, ja wiem lepiej, co mówiłam.
-Ale pani mówiła 60kg!
-Może i mówiłam. [...] Ile wynosiła jego Ek po 30 sekundach..
-30 sekundach?!
Dogadajże się z panią K.
Potem spacerek :>. Jacy my jesteśmy głupi, matko.. No ale jeść czekoladę to trzeba umieć. :3
Historyjka powrotna też nie była zła, choć nie była przydatna.
I wygrałam zakład o dzwonach, nono.

Dziś z rana pk z chemii i takie trochę nieposłuchanie się swojego mądrego wewnętrznego głosu i znowu bedzie źle <3.
Frycu xDD.
Adam jako mój koń pociągowy :D.
Szatnia z Asią, Adamami, Darem i Petuchem, hahah. I ten wzrok pani Oli. xD
Taki Daro sięgający łokciem sufitu, przy czym Asia i ja nie mogłyśmy go dotknąć najdłuższymi palcami..

Śnieg topnieje. Co prawda, słyszałam, że znowu mają przyjść mrozy. :/
Zaraz sobie idę na SKSy, korzystamy z wolnego czwartku.
Nie napiszę jeszcze dalszej części tego, co miałam napisać, ale może Ci to opowiem, jak wrócisz.

Nie mogę już patrzeć na moje dłonie.

"Nie lubimy robić,
lubimy się boczyć."
Wreszcie zrozumiałam, co oni jazgoczą.



poniedziałek, 11 marca 2013

Nieznajomi.

Eeeej, Przemek! Zabijam Cię :c

Weekend zleciał za szybko. Kuby jakby nie było. Przerósł mnie wreszcie. Odrobinę, ale jednak.
Sobotni spacer i zimno.
Co ja gadam, dzisiaj jest zimno. I znowu pełno śniegu ..
Taki fajny wf z Adamami i Petuchem :D. Marcin mnie rzucił w twarz :c. Moja piękna ofensywa zakończona glebą.. No cóż.
Podryw na ćwiczenia z geografii, nono .
Tak trochę nie umiem.
Ty zresztą też nie. ;*

Idziemy pisać notatki na angielski i zrobić prezentację na muzykę. Jutro dwie fizyki, w środę jedna i w czwartek kolejna. Jednak zastępstwa -.-

Pomogło, ale nie wiem, czy nie za dużym kosztem.

"Działaj z entuzjazmem, a staniesz się entuzjastyczny"


środa, 6 marca 2013

Turniejowo.

Od turnieju zaczniemy. Same zespoły z Mistrzostw Polski. Drugie miejsce, choć w sobotę wieczór byłyśmy uplasowane na szóstej pozycji. Zwycięstwo z zespołem, który z nikim nie przegrał (poza nami, oczywiście) i inną, mocną drużyną, sprawiły, że wylądowałysmy tak wysoko. W sumie forma była, nie wiem, dlaczego, skoro dwa miesiące nie trenowałam. Mecz ze Słupskiem - no kurna.. W ostatniej sekundzie najhaniebniejsza bramka. Brawo ja -.-.
Poważne rozmowy z Izą i Pati. Nocni hałasujący sąsiedzi ^^.
Madzia i jej poezja <3.
"Nie wezmę cię za żonę, bo w tłuszczu twym utonę."

Tak sobie dziś jest środa. Chcę koniec tygodnia i przyjazd Kuby.
I przez następny tydzień codziennie coś. Pk z histy, prezentacja na bio, kartkówka z fizyki, pk z soli i kartkówka z lektury. Jak na razie. Świetnie.

Chcę się tego pozbyć. To krzywdzi.

Jaki głos *.*

"Maybe we can start again."

poniedziałek, 4 marca 2013

Notka właściwie jest cytatem. Jutro może napiszę o turnieju i całej reszcie.

Adam A****ń

wiem ze jutro zapomne Ci powiedziec ale z reli z pr k dostalas 6. podaralem Twoja prace i wyrzucilem do kosza

Adam, ubóstwiam Cię <3.